Czasem człowiek ma ochotę wrócić do dobrej książki lub filmu. Z wystawami też tak jest. Na niedzielno-jesienną chandrę postanowiłam odświeżyć wspomnienie z początku lata i wybrałam się ponownie na wystawę Arcydzieł malarstwa polskiego ze zbiorów Lwowskiej Narodowej Galerii Sztuki odbywającą się w Państwowej Galerii Sztuki w Sopocie. Muszę przyznać, że jest to jedna z lepszych wystaw, na której byłam. Świetne sale ekspozycyjne, dobrze dobrane oświetlenie i nie ma denerwujących Pań, które krzyczą “proszę się odsunąć!”, kiedy podejdziemy za blisko w ich mniemaniu. Sposób ekspozycji obrazów był wisienką na torcie czekoladowym. Zawartość ekspozycji jest po prostu świetna! Czołowi przedstawiciele malarstwa polskiego przedwojenni, międzywojenni i kilka sztuk powojennych. Malarze, których nie spotka się w żadnym Muzeum Narodowym w Polsce, a odnajdziemy ich w książkach. Ogromne wrażenie robi obraz Józefa Brandta Modlitwa w stepie , czy Portret dzieci artysty Jana Matejki. W sumie chyba dlatego wróciłam do tej wystawy, ponieważ chciałam jeszcze raz poczuć ulotnego ducha epoki. Tak, w tej wystawie jest kondensacja polskości minionych lat, co pokrzepia w deszczowe, wrześniowe dni. Niestety tylko do 22 września.

brandt-modlitwa

Józef Brandt, Modlitwa w stepie, 1890, olej, płótno/228×453,5 cm/

ESz