Wynalazek fotografii również przyczynił się do zjawiska swego rodzaju fałszerstwa. Jest to bardzo przebiegłe oszustwo, którym ku zaskoczeniu wielbicieli sztuki, trudnili się nie tylko malarze – rzemieślnicy, ale także cenieni artyści polscy.

Chodzi o „podmalowaną fotografię”. Zjawisko to przedstawił Mieczysław Morka w swoim artykule napisanym dla „Art & Business”. Przytoczył kilku znanych polskich malarzy, którzy korespondowali z  wybitnym fotografem Marcinem Olszyńskim, prosząc go o zrobienie serii zdjęć o wybranej tematyce: Żebyś ty był tak dobry nafotografować krów, cieląt, chałup etc. etc. Tu to najpierwsi artyści zacząwszy od Verneta […] wszyscy używają fotografii do pomocy […] a sławny Meisonier to cały obrazek układa, odbija fotografię – a potem kopiuje! Kreska w kreskę!  Napisał to Franciszek Kostrzewski w roku 1856 będąc w Paryżu. Ale to nie jedyny przypadek. Kolejni, korespondujący z Olszyńskim to Alfred Wierusz – Kowalski, który będąc w 1880 roku w Monachium prosił o zdjęcia wiejskich kościółków. Z kolei Józef Szermentowski w 1860 roku pisał z Paryża tak: Jeślibyś mógł przysłać mi fotografii z Karpat […] Nie mówiąc nic nikomu, na jaki cel ja ich biorę […] Proszę cię o sekret. Widać, że artyści nie chwalili się jak sobie dopomagają tworząc swoje oszukane dzieła. Każde z nich było fotografią, którą następnie dopracowywano poprzez nakładanie w odpowiednich partiach zdjęcia kreski i plamy barwne, które nadawały wrażenie trójwymiarowości. Nawet taką „techniką” posługiwał się Juliusz Kossak, prosząc o liczne fotografie konne, najróżniejsze.

morka_01-sprzedawcaWaz25154

„Sprzedawca wazonów”, H. Siemiradzki, 
Fotografia na papierze przyklejona na deskę,
Podmalowana farbami olejnymi, (fragment)

siemiradzki_sprzedawca wazonów

„Sprzedawca wazonów”, H. Siemiradzki, 1880, olej na płótnie, 55, 5 x 100 cm.

W połowie XIX wieku malarze sami zaczęli fotografować dla swoich celów. Fotografowali krajobrazy, zabytki, upozowane postacie a nawet grupy. W tym czasie wykształcił się typ podmalowywanej miniatury: antykwariusze dobrze znają miniatury tzw. wiedeńskie, którym to terminem określa się fotografie, nieznacznie tylko podmalowane, aby nadać im pozory plastyczności.  Artyści doszli to takich perfekcji w podmalowywaniu i udoskonalaniu swoich pseudo-dzieł, że zaczęli wprowadzać je na rynek antykwaryczny. Tego typu fotografie do dziś z pewnością znajdują się w obiegu. Fotografie te znajdowały się na papierze, płótnie, deskach i deseczkach. Czasem retuszer nawet nie pokrywał zdjęcia farbą, tylko samym werniksem.

W przypadku takiego oszustwa, często zdarzają się pomyłki w rozpoznaniu autentyczności malowidła. Jeśli malarz ukryję pod warstwą farby fotograficzną płaskość, historycy sztuki a nawet konserwatorzy są zgubieni. Autor artykułu przestrzega i uczula na takie obrazy, gdyż zauważył wzmożoną aktywność zajmujących się tym fałszerzy.

Oprac. na podstawie:

M. Morka, Podmalowana fotografia, czyli oszukane arcydzieło, „Art & Business” 2005 nr 1-2

AF